Pogrzeb Hanny Chrzanowskiej, 2 maja 1973 r.

[Z homilii kard. Karola Wojtyły]

„Niech Ksiądz Kardynał powie im, że fakt mojego odejścia w niczym nie może umniejszyć ich zapału: że ja im tylko pomogłam, a teraz muszą się same trzymać naszej linii pielęgnowania ludzi w ich psychofizycznym całokształcie. Służenia prostą obsługą, umiejętną, mądrą, ale właśnie prostą. Niech się trzymają razem, niech stanowią jedno, niech się cieszą razem z miłosierdzia – jak mówi św. Paweł, ale niech też – jak on zaleca – płaczą z płaczącymi”

„Odczytałem kilka zdań z listu, który pani Hanna skierowała do mnie w roku 1966, kiedy była na operacji 13 XII 1966 r. Wtedy już liczyła się poważnie z możliwością odejścia. Ten list otrzymałem dopiero po jej śmierci. Wręczono mi go z wyraźnym życzeniem chorej, ażebym po śmierci dopiero ten i drugi jej list odczytał. Odczytałem. a to, co należy do wszystkich tutaj zgromadzonych, to z tego listu odczytałem teraz głośno. – I myślę, że to jest zasadnicza, istotna część tego wszystkiego, co mógłbym nad tą trumną powiedzieć. Zasadnicza i istotna. Wiem, że to bardzo trudno byłoby mówić o Niej. I chyba lepiej, że Ona mi to ułatwia. To jest zarazem jakaś prawda o chrześcijaninie. To jest ta prawda, którą wyraził Sobór, mówiąc, że życie chrześcijańskie jest z natury swojej apostolskie, że wszyscy chrześcijanie na różne sposoby mają doprowadzić świat do Chrystusa, więc, kiedy odchodzą z tego świata, tak jak Ona odeszła, to chyba powinni – tak jak Ona uczyniła w tych słowach – przekazać swoje posłannictwo.

Właśnie to chcemy tutaj nad tą trumną przede wszystkim wyrazić i przede wszystkim odebrać. I cóz jeszcze?

Jeżeli tak wolno powiedzieć, to powiem. Dziękujemy Ci, Pani Hanno, ze byłaś wśród nas, że byłaś taką, jaką byłaś. Dziękują Ci za to opiekunki chorych, siostry zakonne, pielęgniarki, młodzież akademicka – cały Kościół krakowski. Dziękuję Ci za to jako biskup Kościoła krakowskiego. Byłaś dla mnie ogromną pomocą i oparciem.

A raczej dziękujemy Bogu za to, że byłaś wśród nas taka, jaka byłaś, z tą Twoją wielką prostotą, dobrocią, z tym wewnętrznym spokojem, a zarazem z tym wewnętrznym żarem, że byłaś wśród nas jakimś wcieleniem Chrystusowych błogosławieństw z Kazania na Górze, zwłaszcza tego, które mówi: błogosławieni miłosierni. Że byłaś jakąś zapowiedzią tych ostatnich słów, które usłyszymy wszyscy – Ty je już słyszałaś, chyba szczególnie w tych ostatnich słowach uwydatnił Pan Jezus to: Byłem chory, a zaopiekowaliście się mną. Byłem chory naprzód w różnych klinikach i szpitalach Krakowa; byłem chory w różnych domach, na poddaszach, w suterynach, byłem chory i często całymi tygodniami zapomniany od ludzi – znalazłaś mnie albo sama, albo przez Twoje siostry, zaopiekowałaś się mną…

Dziękujemy Panu Bogu za to życie, które miało taką wymowę, które pozostawiło nam świadectwo tak bardzo przejrzyste, tak bardzo czytelne…

Dziękujemy Panu Jezusowi również za tę śmierć, której po ludzku nie chcieliśmy, bo byłaś nam bardzo potrzebna. Ale ufamy, że przyszła w sam czas. Patrzyliśmy na to, jak się zbliżała, i rozmawialiśmy z Tobą i podziwialiśmy tę wielką Twoją dojrzałość do tego, aby odejść, do tego, ażeby się spotkać… Dlatego dziękujemy Panu Jezusowi również za tę Twoją śmierć.

Bo chociaż jest dla nas wielką stratą, to ufamy, że nadal będziesz myślała o wszystkich chorych Krakowa i archidiecezji, a także i poza Krakowem i poza archidiecezją; i o wszystkich Twoich siostrach, o tych wszystkich pielęgniarkach, o pielęgniarstwie parafialnym, które tak wspaniale zorganizowałaś w naszym Kościele.

I dlatego myślimy z ufnością o przyszłości Twojego dzieła wśród nas. A nade wszystko myślimy z ufnością, z nadzieją o Twojej teraźniejszości, która się zaczęła razem ze śmiercią i poprzez śmierć, do której weszłaś tak przygotowana, tak właściwie bardzo pragnąca już odejść…

Z tymi uczuciami otaczamy Twoją trumnę. Modlimy się za ciebie, ażeby światłość wiekuista świeciła Ci, ażebyś znalazła wieczny odpoczynek, ażeby się wypełniło do końca Twoje powołanie, ażebyś spotkała Tego, którego tak bardzo pragnęła Twoja dusza poprzez wszystkie pragnienia życia na ziemi.

I z tą myślą też, po zakończeniu Najświętszej Ofiary, otoczymy Twoją trumnę w modlitwie, a potem odprowadzimy ją na cmentarz, ażeby tam spoczęła, i żeby tam, spoczywając na ziemi, pozwalała Ci oczekiwać dnia Zmartwychwstania, do którego przygotowywałaś swoją duszę i ciało przez całe Twoje życie, przez całe Twoje powołanie, do którego przygotowywałaś i siebie i nas.

Niech będą dzięki Bogu miłosiernemu za Twoje życie.

Niech Twoją nagrodą będzie sam Pan, niech promieniowanie Twojej posługi trwa wśród nas i wszystkich nas nieustannie uczy, jak służyć Chrystusowi w bliźnich. Amen.”

 

Cyt. za: Radość dawania. Hanna Chrzanowska we wspomnieniach, listach, anegdotach, oprac. Marzena Florkowska, Kraków 2010, s. 275-278.

Początek strony