„Często powtarzała, że trudno mówić choremu o sakramentach świętych, gdy dokuczają mu odleżyny i podstawowe potrzeby nawet w najmniejszym stopniu nie są zaspokojone. Była przekonana, że gdy ciało jest pielęgnowane, to i dusza z czasem otworzy się na Boże sprawy.” – Alina Rumun.[1]

 „Cioteczka [Hanna Ch.] miała cudowny sposób doradzania. Nie było to nigdy wsadzanie nosa w nieswoje sprawy, mędrkowanie, czy dyktowanie. Wchodziła w problem z miłością, z ciepłem, które sprawiało, że chętnie i z radością przepracowywało się rzecz raz jeszcze, aby jej nadać pełniejszy kształt. Siebie natomiast nigdy nie narzucała, umiała usunąć się w cień, więcej – z zadziwiającą godnością znosiła fakt, że nie zauważył jej ktoś, od kogo mogła się tego spodziewać. Gdy było potrzeba przedstawiała swoje problemy z wielką swobodą i prostotą, a bez ekshibicjonizmu, prześwietlona autentyczną, ujmującą pokorą i niezachwianą wiarą w miłość Bożą” – o. Leon Knabit OSB.[2]

„Dzięki pani Hannie Chrzanowskiej zetknęliśmy się z człowiekiem, którego potem jako papieża zaczął podziwiać cały świat. Ale to już odrębny temat. My, ludzie z marginesu świata, dzięki pani Hannie byliśmy z tym człowiekiem dawno zbratani, i z przywróconą godnością.” – Irena Kowalczyk.[3]

 „Jej religijność nie miała nic z egzaltacji, z aktorstwa. Bardzo ostro patrzała na księży, którzy byli nieprawdziwi, sztuczni, pokazywali coś, co nie odpowiadało jakiejś prawdzie wewnętrznej. Śmiała się z takich rzeczy. Z jednej strony była bardzo inteligentna, kulturalna, wykształcona, a równocześnie bardzo prosta, bezpośrednia. Kochało się ją za to jej człowieczeństwo, takie zwyczajne, bez pozy, sztuczności. Człowiek czułby się obrzydliwie, gdyby był w jej otoczeniu nieprawdziwy.” – o. Karol Meissner OSB.[4]


[1] Cyt. za: Radość dawania. Hanna chrzanowska we wspomnieniach, listach, anegdotach, oprac. Marzena Florkowska, Kraków 2010, s. 195.

[2] Cyt. za: Radość dawania…, s. 218.

[3] Cyt. za: Radość dawania…, s. 225.

[4] Cyt. za: Radość dawania…, s. 232.

Początek strony